as_czerwony.jpg
HomePrasa o nas

Wszystkie stworzenia duże i małe - KRZYSZTOF RÓŻYCKI
zdjęcia: autor

DATA: 26 czerwca 2006r.

W polskim lecznictwie weterynaryjnym ziściło się marzenie prawdziwych liberałów. Nie znajdziemy tu ani jednej państwowej czy publicznej lecznicy. Sto procent to placówki prywatne

Jedną z największych i najnowocześniejszych lecznic weterynaryjnych w kraju jest łódzki "As". Spółka ma dwie placówki, zatrudnia 15 lekarzy, kilku pracowników personelu pomocniczego. Rocznie odnotowuje 35 tysięcy wizyt pacjentów, a w bieżącej kartotece zgromadziła dane 37 tysięcy zwierzaków. Właścicielami są dwaj lekarze: Jarosław Balcerak i Grzegorz Malecki. Obaj panowie poznali się przed laty, pracując w łódzkim Zoo.
Bardzo szybko uznaliśmy, że powinniśmy pójść na swoje - wspomina dr Balcerak. Jeszcze w 1987 roku rozpoczęliśmy prywatną praktykę, stając się torbaczami". Ówczesne przepisy nie pozwalały na otworzenie prywatnej lecznicy, dlatego jedyne, co nam pozostało, to odwiedzanie zwierzaków w domu z torbą lekarską na ramieniu. Wszystko zmieniło się pod koniec 1989 roku, gdy weterynarze otrzymali wypowiedzenia. Jeszcze w sylwestra 1989 roku byli pracownikami budżetowymi, następnego dnia już musieli radzić sobie sami.
- Bardzo szybko, bo 1 kwietnia, przy ulicy Sienkiewicza, w samym centrum miasta, w wynajętym garażu, otworzyliśmy naszą pierwszą lecznicę - dodaje Grzegorz Malecki. - Były to czasy, gdy w naszej milionowej aglomeracji weterynarze mieli do dyspozycji tylko jeden aparat rtg. Czasem więc musieliśmy korzystać z uprzejmości radiologów ze szpitala Kopernika. Po kryjomu wnosiliśmy na oddział, na noszach, przykrytego prześcieradłem psa czy kota.
Rok później firma wzbogaciła się o drugą, tym razem własną lecznicę na osiedlu Retkinia. Tu na 90 metrach powierzchni znajduje się sala operacyjna i dwustanowiskowy gabinet.
- Jednak cały czas naszym marzeniem było zbudowanie od podstaw w centrum własnego, nowoczesnego lokalu - mówi dr Malecki.
Szukanie działki trwało kilka lat. Wreszcie w tym roku przy ulicy Składowej oddano do użytku lecznice. która może być przedmiotem zazdrości weterynarzy z najbogatszych państw Unii.

Wszystko dla klienta

380 metrów powierzchni użytkowej. Na parterze recepcja, poczekalnia i trzy gabinety.Za zamkniętymi drzwiami część kliniczna. Duża sala operacyjna, wyposażona w nowoczesny stół i lampy operacyjne, gabinet rentgenowski, mała sala zabiegowa, przygotowalnia oraz szpital na 30 łóżek, a dokładnie klatek. Szpital ma dwa oddziały - psi i koci. W osobnych, nowoczesnych klatkach, przez kilka dni po operacji czworonogi pozostają tu pod czujnym okiem specjalistów. Dziś na psim oddziale nie ma żadnego pacjenta. Na kocim, podłączone do kroplówek, dochodzą do zdrowia dwa duże kocury.


PO zabiegu pacjęci kilka dni spędzają w zwierzęcym szpitalu.

Na pierwszym piętrze mieści się laboratorium, pokój lekarski, socjalny, sala konferencyjna, toalety z prysznicami i gabinet szefów. Nie licząc wyposażenia, nowa placówka kosztowała ponad milion złotych. Wyposażeniem "As" może konkurować z niejednym ośrodkiem ludzkiej służby zdrowia.W klinice są dwa rentgeny, aparaty usg., ekg. i do narkozy wziewnej, endoskopy, urządzenia do krioterapii, inkubatory, instalacja tlenowa. Punkt na Retkini czynny jest przez 12 godzin, lecznica przy Składowej pracuje 24 godziny na dobę."As" specjalizuje się w leczeniu zwierząt domowych. Psy i koty stanowią ponad 90% pacjentów. Reszta przypada na węże, żółwie, świnki morskie, jaszczurki i ptaki.


Sala operacyjna niewiele różni się od tych, jakie spotykamy w normalnych szpitalach.

- Gdy przed laty zaczynaliśmy pracę w zawodzie, wśród naszych pacjentów dominowały psy, koty stanowiły najwyżej 5% - stwierdza Balcerak. - Nawet w dużych miastach rozpowszechniano krzywdzące dla nich mity. Najbardziej drastyczny, jaki pamiętam, mówił, że podczas snu ksiądz został zagryziony przez własnego kota, który rzucił się na jego "jabłko Adama". Równie często powtarzano brednie o zagryzaniu niemowląt. Dziś na szczęście kot nie ma już tak czarnego PR i dlatego w polskich mieszkaniach jest ich tyle samo, co psów.
"As" współpracuje z ogrodami zoologicznymi. W Gdańsku Balcerak i Malecki brali udział w operacji hipopotama. W Łodzi przeprowadzali zabieg stomatologiczny u słonia i wykonali badanie usg. śnieżnej panterze.
- Możemy się też pochwalić poskładaniem geparda, który doznał złamania kości promieniowej i łokciowej. Założyliśmy mu implant - wyjaśnia Malecki. - Wszystko przepięknie się zagoiło i jestem przekonany, że dziś gepard, gdyby tylko miał miejsce na rozbieg, mógłby spokojnie rozwinąć prędkość 90, a może i 100 kiIometrów na godzinę.
- W naszej branży bardzo wiele zależy od właścicieli zwierząt - dodaje Balcerak. - Chory ptak niemal zawsze chowa głowę pod skrzydło. Problem w tym, że weterynaria zna ponad tysiąc jednostek chorobowych ptaków. Zwierzę nie powie, jak się czuję, gdzie boli, dlatego tak ważny jest wywiad, rozmowa z właścicielem. Trzeba dokładnie ustalić, co zwierzak jadł, kto był w domu, co zmieniło się w jego otoczeniu.
Polska weterynaria nie zajmuje się transplantacją narządów. Nie operuje mózgu, a zabiegi na otwartym sercu są domeną placówek akademickich ."As" jest przygotowany do przeprowadzenia bardzo skomplikowanych zabiegów ortopedycznych, klatki piersiowej i zabiegów onkologicznych, które coraz częściej wspomaga się chemią. - Mieliśmy kiedyś pacjenta, sznaucera miniaturkę, który był w trzecim stadium choroby nowotworowej - wspomina dr Malecki. - Właściciel nie godził się na jego uśpienie, gdyż żona była w ciąży bał się, że może to spowodować u niej zbyt wielki stres. Po operacji zastosowaliśmy chemię, nie mając zbyt wielkich nadziei. A jednak udało nam się utrzymać psa przy życiu, w całkiem znośnej formie, jeszcze przez półtora roku. - Jeszcze nie tak dawno nawet u ludzi obowiązywała teoria, że operacja musi boleć - mówi Jarosław Balcerak. - Dziś powstają kliniki walki z bólem i te tendencje obowiązują także w weterynarii. Stosujemy bardzo nowoczesne, wielostopniowe procedury, starając się ulżyć zwierzakom jak to tylko możliwe.

Każdy pyta o cenę

Standardowa wizyta w Asie" to wydatek rzędu 40-50 złotych. W tej cenie prócz badania i porady pacjent otrzymuje też leki. Koszty operacji wynoszą kilkaset złotych. Te przekraczające 600 złotych uważane są już za drogie - W weterynarii, w przeciwieństwie do medycyny ludzkiej, jednym z najistotniejszych problemów jest cena zabiegu - wyjaśnia dr Balcerak. - Nim opiekun zwierzęcia zdecyduje się na bardziej skomplikowaną procedurę medyczną, zawsze pada pytanie, ile to będzie kosztowało. Pamiętam kota, który miał wypadek "lotniczy", to znaczy wypadł z wysokiego piętra. Żeby złożyć miednicę, musieliśmy sprowadzić płytki tytanowe oraz śruby, których cena wynosiła 500 złotych. Do tego doszła opłata za zabieg, leki i w efekcie wyszedł jeden z najwyższych kosztów leczenia w historii naszej firmy. - To był zwykły dachowiec, na ratowanie którego właściciel nie żałował grosza - mówi dr Malecki. - Paradoksalnie bardzo często się zdarza, że ludzie utrzymujący się z hodowli rasowych kotów i psów, którzy na swoich pupilach zarabiają tysiące złotych, gdy ich podopiecznym przytrafi się nieszczęście, mają węża w kieszeni i decydują się na eutanazję. A co do węża, to miałem kiedyś taki przypadek, gdy właściciel chciał, żebym uśpił zdrowego boa, gdyż nie spodziewał się, że gad urośnie do tak dużych rozmiarów. Oczywiście odmówiłem i zabrałem zwierzę do profesjonalnej hodowli. Mimo bariery cenowej poziom rentowności firmy wynosi około 20%. W ostatnich latach "As" musi rywalizować z coraz większą konkurencją. W samej Łodzi działa blisko 80 mniejszych i większych lecznic, a w Okręgowej Izbie Lekarsko--Weterynaryjnej jest zrzeszonych ponad 800 lekarzy.

Łatwy biznes

- Powszechnie uważa się, że weterynaria to świetny łatwy biznes - mówi dr Balcerak w biegłym roku w pewnej uczelni o jedno miejsce ubiegało się 11 kandydatów. Tymczasem jest to zawód wymagający ciężkiej pracy fizycznej, w którym trzeba być niezwykle dyspozycyjnym i kształcić się przez całe życie. O sukcesie firmy przede wszystkim decydują umiejętności lekarzy. Płace w spółce pozostają tajemnicą. Wiadomo jednak, że są dość wysokie. - Mamy bardzo dobrą, zgraną załogę, której staramy się zapewnić jak najlepsze warunki pracy, płacy i kształcenia. To sprawia, że niektórzy są z nami już 12 lat. Mimo to wielu naszych dawnych pracowników założyło własne lecznice i nie można mieć do nich o to pretensji - twierdzi Jarosław Balcerak. Można powiedzieć, że przez 16 lat istnienia Asa" "wyprodukowaliśmy" bardzo dużo lecznic. W Krakowie, Szczecinie, Olsztynie, Gdańsku i przede wszystkim w Łodzi. Te ostatnie są oczywiście dla nas pewną konkurencją, ale jakoś sobie radzimy. Musimy być po prostu jeszcze bardziej profesjonalni i to nam się udaje.W weterynarii specjalizacje wyglądają inaczej niż w klasycznej medycynie. Wykształcenie neurochirurga specjalizującego się w leczeniu ptaków, nawet w bogatych krajach, mijałoby się z celem, gdyż na jego usługi istniałoby śladowe zapotrzebowanie. Podstawowe specjalności weterynaryjne to: choroby małych zwierząt, psów i kotów, drobiu i ptaków ozdobnych, zwierząt egzotycznych, futerkowych, koni, trzody chlewnej, przeżuwaczy, owadów użytkowych, chirurgia, radiologia i rozród zwierząt. Prócz specjalności weterynaryjnych staramy się jednak, żeby w naszej klinice koledzy specjalizowali się w tych kierunkach, które szczególnie lubią i są w nich mocni - wyjaśnia Balcerak. - Mamy więc wybitnych ortopedów czy dermatologów, którzy jeżdżą na szkolenia, sympozja, cały czas kształcą się w wybranych dziedzinach.
Szefowie spółki twierdzą, że osiągnęli już to, co zamierzali. Nie myślą o ekspansji na inne miasta. Pragną jedynie kupować coraz nowocześniejszy sprzęt i doskonalić wiedzę swoją i zatrudnionych w lecznicy specjalistów. - Myślę, że jako lekarze jesteśmy spełnieni - mówi Malecki. - Kiedyś właściciel leczonego w Asie" psa powiedział, że chciałby w szpitalu spotkać się z taką opieką, jaką u nas miał jego zwierzak. I to jest najlepsza ocena naszej pracy, jaką można sobie wymarzyć.

"KOT" Nr 2(6) Luty 2006

Konkurs grubasów

11 stycznia 2006 w łódzkiej siedzibie "Expressu Ilustrowanego" odbył się finał konkursu na najcięższego kota. Zgłosiło się ponad 100 kotów z Łodzi i okolic. Co prawda właściciele ważąc swe pociechy, często chyba zapominali sami zejść z wagi. ale szacowna komisja, w składzie której znaleźli się lekarze z Zespołu Lecznic Weterynaryjnych "AS" w Łodzi, - Jarosław Balcerak i Grzegorz Malecki - oraz redaktor naczelny KOTA, Albert Kurkowski, za pomocą dokładnej wagi zweryfikowali ciężar wszystkich sześciu półfinalistów. Przekonanie opiekunów kotów o zbawiennych właściwościach karm dietetycznych i konieczności odchudzania zapasionych zwierząt było głównym celem zorganizowania tego konkursu przez redaktor Agnieszkę Jedlińską-Szczepanik z "Expressu Ilustrowanego". Najcięższym kotem okazał się dziewięcioletni MISIO, Barbary Lewandowskiej-Jędrzejewskiej, który ważył 11,81 kg, na drugim miejscu uplasował się czteroletni FLABER Jadwigi Tonkiewicz z wagą 10,30 kg, a na miejscu trzecim długowłosy, ośmioletni DISEL z identyczną wagą jak poprzednik. W tym wypadku o podziale miejsc zadecydowała nie waga, lecz temperament. Najcięższą kocią damą okazała się wyróżniona pięcioletnia MISIA, Jadwigi Bigoszewskiej. Zwycięzca otrzymał od Lecznic "AS" specjalistyczne karmy odchudzające, a KOT podarował całej trójce finalistów komplety wszystkich numerów naszego magazynu. Cieszy fakt, że konkurs ten okazał się mądrą zabawą, nie promowano w nim zapasionych kotów, ale przedstawiono problem otyłych zwierząt i poradzono właścicielom, jak należy walczyć z nadwagą domowych pupili.

Azorowi paszport nie wystarczy - (or)

DATA: 1 PAŹDZIERNIKA 2005R., ŹRÓDŁO: DZIENNIK ŁÓDZKI

Blisko 2 tysiące mieszkańców regionu łódzkiego wyrobiło już paszporty dla psów, kotów i fretek. Sam paszport jednak nie wystarczy, aby bez komplikacji wwieźć swojego ulubieńca do innego kraju.

- Zwierzęta muszą mieć dodatkowo wszczepiony czip z danymi lub tatuaż na uchu - wyjaśnia Jarosław Balcerak z lecznicy weterynaryjnej.

Paszporty wydawane są w 82 lecznicach weterynaryjnych w województwie. Tam też można wszczepić czip, który kosztuje 70 złotych, a paszport 51 złotych. Tatuowaniem uszu psów zajmuje się związek kynologiczny.

- Choć Straż Graniczna nie ma podstaw prawnych do sprawdzania psich paszportów i zazwyczaj tego nie robi, nie należy o nich zapominać - przestrzega por. Mariusz Skrzyński z Lubuskiego Oddziału Straży Granicznej. - Takiego dokumentu mogą zażądać nasi sąsiedzi na granicy albo służby w każdym kraju Unii Europejskiej.

Wśród zwierząt, którym wyrobiono dokumenty, 70 procent stanowią psy, dla fretek wydano w regionie tylko kilka dokumentów.

Paszporty dla zwierząt domowych wymagane są w krajach Unii Europejskiej, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, Irlandii oraz Szwecji, gdzie obowiązują odrębne przepisy.

Burek w pasach - (KB)

DATA: 12 LIPCA 2005R., ŹRÓDŁO: EXPRESS ILUSTROWANY

fot. Łukasz Kasprzak

Po psich piżamkach, bucikach i perfumach, na rynku pojawiły się... pasy samochodowe dla czworonogów.

- To dopasowane szelki, w które ubiera się psa, a ich końcówkę wpina się w uchwyt na pasy - mówi Jarosław Balcerak z lecznicy weterynaryjnej. - Przewożę w ten sposób własnego czworonoga. Pasy nie krępują ruchów zwierzęcia, a jednocześnie zapewniają mu bezpieczeństwo, np. podczas gwałtownego hamowania. Przypięty pasami pies nie biega po fotelach i nie rozprasza kierowcy.

- Zainteresowanie pasami jest spore, zwłaszcza teraz, w czasie wakacji - twierdzi sprzedawca ze sklepu zoologicznego w jednym z hipermarketów. - Szelki są w różnych rozmiarach i kosztu

Przyjaciel, który nigdy nie zdradzi - Agnieszka Mikołajczyk

DATA: 1 CZERWCA 2004R., ŹRÓDŁO: DZIENNIK ŁÓDZKI

Zdaniem weterynarzy i psychologów, dzieci powinny wychowywać się ze zwierzętami. Uczą się w ten sposób odpowiedzialności a przede wszystkim miłości.

- Nie jest ważne: pies, kot, papuga czy świnka morska. Najważniejsze, żeby dzieci potrafiły opiekować się zwierzętami. Zadaniem rodziców jest pomóc w tym swoim pociechom - mówi Jarosław Balcerak, weterynarz. - Dzieci ze zwierzętami wychowują się o wiele lepiej. Uważam, że każdy maluch powinien mieć zwierzaka. Inna sprawa, gdy mamy do czynienia z alergią. Ale wielu rodziców i lekarzy postępuje zbyt pochopnie, każąc pozbyć się zwierzaka przy pierwszych objawach choroby. Najpierw trzeba zrobić testy, dopiero gdy ma się pewność, na jaki alergen jest się uczulonym trzeba podjąć odpowiednie kroki.

Żółw dla alergika

Nawet alergicy mogą opiekować się zwierzętami. Żółw czy rybki też potrafią być przyjaciółmi.

Może nie można wyjść z nimi na spacer czy nie są tak ekspresyjne w wyrażaniu uczuć jak pies czy kot, ale też można je pokochać. Wymagają opieki, karmienia i są całkowicie bezbronne w kontakcie z ludźmi. Dlatego tak ważne jest, aby trafiły w odpowiednie ręce.

Kiedy jest najlepszy czas na kupno czworonoga?

- Zawsze. Polecam już matkom w ciąży, żeby wzięły do domu psa. Przy kontakcie ze zwierzęciem od urodzenia jest mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia alergii. Idealną sytuacją jest, kiedy to małe dziecko wychowuje się ze szczeniakiem. Wtedy uczą się razem, dziecko biegając za psem rozwija się lepiej ruchowo. Od małego uczy się delikatności, odpowiedzialności. Rozwijają się w dziecku pozytywne uczucia, widzi, że kiedy pogłaszcze pieska, ten się cieszy - opowiada Katarzyna Pietrasiak, weterynarz z łódzkiego schroniska przy ul. Marmurowej.

Ryby też mają głos

Choć wydaje się, że chomik czy świnka morska sprawią mniej problemów niż pies czy kot, niekoniecznie tak musi być.

- Jeśli chomik będzie cały dzień przebywał w klatce z kołowrotkiem, będzie miał naprawdę kiepskie życie - twierdzi Jarosław Balcerak. - Takim małym stworzeniem trzeba się opiekować bardzo troskliwie. Czyścić akwarium, wyprowadzać na spacer po domu, karmić, poić. Rodzice powinni zdawać sobie sprawę też z tego, że chomiki żyją krótko, około trzech lat. I kiedy nadchodzi ich koniec, dla maluchów często jest to bardzo dramatyczne przeżycie.

Są rasy psów szczególnie polecane dla dzieci. To labradory, boksery i owczarki niemieckie - cierpliwe, posłuszne, lubiące zabawy z najmłodszymi. Zdaniem wielu miłośników psów najlepszy jest po prostu kundel.

Decydując się na posiadanie kota, trzeba wiedzieć o tym, że koty to indywidualiści, lubią chodzić własnymi ścieżkami. Najbardziej "psie" są persy. Ale od kota dachowca z temperamentem dziecko też może się wiele nauczyć, trzeba tylko zaakceptować jego charakter.

- Niezależnie od tego, na jakiego zwierzaka się zdecydujemy, trzeba zawsze pamiętać o jednym: pies czy kot to nie są zabawki, które można kupić na poprawę humoru czy zabicie nudy. Zwierzę to żywa istota, o którą trzeba dbać - przypomina Jarosław Balcerak.

Kochając psa, kota czy papugę można być pewnym jednego: zawsze będzie to miłość odwzajemniona.

Kocie amory (GZ)

DATA: 20 MARCA 2004R., ŹRÓDŁO: EXPRESS ILUSTROWANY

Podczas marcowych dni i wieczorów często słyszymy za oknem przeraźliwe krzyki, które przypominają głos rozpaczliwie płaczącego niemowlaka. Te odgłosy oznaczają, że przyszła pora na miłosne uniesienia kocich par i że za 60 do 65 dni przyjdą na świat kocięta.

- Takimi przeraźliwymi dźwiękami koty i kotki wabią się nawzajem - objaśnił fachowo weterynarz, dr Grzegorz Malecki . - Przejmująco krzyczy też samica po zakończeniu aktu kopulacji. Bywa często, że staje się wtedy również agresywna wobec partnera. Niektórych ludzi bardzo irytują takie odgłosy, ale tak to już natura stworzyła. Do kotki może się zbliżyć ten samiec, który wywalczy sobie prawo pierwszeństwa.W miocie mogą się znaleźć kocięta, które mają kilku tatusiów.

Kameleon u doktora - Zdrojewska Grażyna

DATA: 21 LISTOPADA 2003R., ŹRÓDŁO: EXPRESS ILUSTROWANY

Niezwykłe, egzotyczne zwierzęta zamieszkują coraz częściej nasze domy. Nikt nie wpada w osłupienie, kiedy w mieszkaniu znajomego zobaczy legwana czy kameleona.

- Najczęstsze przyczyny kłopotów ze zdrowiem egzotycznych podopiecznych biorą się z błędów hodowlanych - twierdzą lekarze weterynarii Grzegorz Malecki i Jarosław Balcerak , właściciele lecznic dla zwierząt w Łodzi. - Są hodowcy, którzy mają dużą wiedzę na temat warunków, w jakich ich podopieczni żyją w naturze i starają się zapewnić im zbliżone w domach. Niektórzy jednak nie mają zielonego pojęcia, jak z nimi postępować. Przed postawieniem diagnozy jeździmy często do domów hodowców, aby te warunki poznać.

Znudzona... papuga

Wśród pacjentów doktorów Balceraka i Maleckiego jest dużo papug, żółwi, dużych jaszczurek - legwanów, waranów, rzadziej kameleonów.

- Kłopoty mogą się pojawić przy żywieniu. Niedobory biopierwiastków na pewno spowodują u węża problemy z wylinką, ze składaniem jaj i spadek odporności na różne schorzenia - przestrzegają obaj doktorzy. - Właściciel pieska preriowego, który trafił do nas ze złamaną łapką, musiał się dowiedzieć, jak on żyje w naturze, w jakim klimacie, co je. Niektóre zwierzęta cierpią na chorobę... nudów. Tak jest często z papugami, które potrafią poważnie zachorować, gdy ich opiekun nie wykazuje dostatecznego zainteresowania nimi.

Psia karma dla gawrona = (lb)

DATA: 3 STYCZNIA 2002R., ŹRÓDŁO: EXPRESS ILUSTROWANY

Gdy prószy śnieg powinniśmy pomyśleć o karmie dla wróbli, wron czy kaczek. Kto jednak chce mądrze dożywiać ptaki musi zrezygnować z karmienia ich chlebem i ziemniakami.

- Dla ptaków najlepsze jest wszelkiego rodzaju ziarno - mówi Anna Deska z działu ptaków w łódzkim ogrodzie zoologicznym.

Zimą powinniśmy wysypywać w karmnikach jak najwięcej nasion roślin oleistych. Konopie, len czy słonecznik nie zamarzną nawet na największym mrozie. Do tego można dosypać proso lub jęczmień. Niektórzy z myślą o zimowym dokarmianiu ptaków już jesienią suszą jarzębinę. Gdy nie ma nic innego w domu, a na dworze dokucza mróz i sypie śnieg, można wysypać groch lub ryż. Gawrony i kawki chętnie pożywią się nawet najtańszą suchą karmą dla psów.

Ptakom owocożernym, kwiczołom i kosom, najlepiej służą jabłka, marchew lub gruszki. Owadożernym sikorkom najbardziej odpowiada niesolona słonina lub smalec. Należy jednak pamiętać, aby słoninę mocno przymocować na drucie. W przeciwnym razie ptak urwie ją gdy tylko na niej usiądzie.

- Smalec wystarczy wlać w kubeczki i gdy stwardnieje zawiesić do góry nogami - tłumaczy dr Grzegorz Malecki, weterynarz.

Z dokarmiania ptaków chlebem lepiej zrezygnować. W żadnym wypadku nie należy dawać pieczywa zapleśniałego i zamoczonego, bo szybko fermentuje i powoduje biegunki. Czasami nawet może zapchać przewód pokarmowy ptaka. Nie powinniśmy również wykładać gotowanych ziemniaków, bo szybko zamarzają.

- W mroźne dni dobrze jest kilka razy dziennie wystawić ciepłą wodę w miskach - wyjaśnia Anna Deska. - Przed wyłożeniem pożywienia karmniki należy oczyścić ze śniegu i tak osłonić, aby tego co w nim położymy nie przykrył śnieg.

Lecznica As 2012